niedziela, 29 czerwca 2014

Pocztówka z... Pfaffenhoffen i Niederschopfheim

Jak wspominaliśmy w notce o Strasburgu, podczas naszej wizyty na Europejskim Spotkaniu Młodych Taize zostaliśmy rozdzieleni pośród dwie różne miejscowości, oddalone od Strasburga o około 30 km. Z różnicą taką, że Pfaffenhofen, do którego trafił P. w głąb Francji, natomiast Niederschopfheim, gdzie swoją "rodzinę" miała W. znajdowało się w Niemczech. To w tych dwóch miejscowościach każde z nas co rano wstawało, przeżywało poranne modlitwy i wsiadało w autobus do Strasburga, by nieraz po godzinie jazdy (ach te korki...) móc się znów spotkać. Jako, że spędziliśmy w nich trochę czasu i dane nam było zobaczyć kilka miejsc to w tej krótkiej notce chcielibyśmy Wam o nich opowiedzieć, gdyż wszędzie można znaleźć coś wartego uwagi :)
As we mentioned in the Pocztówka from... Strasbourg, during our visit on Taize Meeting, we were divided among two different village, which were about 30 km away from Strasbourg. With the difference that Pfaffenhoffen, where went P. was into France and Niederschopfheim, where his "family" had W. was in Germany. In these two towns, each of us get up every morning, experienced morning prayers and the courtesy bus to Strasbourg. And sometimes after an hour ride (oh, those traffics...) we were able to meet again. As we spent some time there and there was given to us to see some thing, we would like to talk about them in this short text, because everywhere you can find something interesting :)
 

Jeśli chodzi o Pfaffenhofen, to jest to małe miasteczko, nie liczące nawet 3 tysięcy mieszkańców, jednak uroku nie można mu odmówić. P. właśnie w taki sposób wyobrażał sobie ustronne, francuskie miasteczko i jest nim zachwycony. Wielobarwne domki z wspaniałymi okiennicami, zabytkowa synagoga czy Muzeum Obrazu Popularnego, to ledwie namiastka tego, co możemy tam zobaczyć. Jednym z ciekawszych momentów wizyty były odwiedziny w fabryce organ. Rzemieślnik, który swoim wyglądem przypominał Alberta Einsteina, pokazywał różnice w brzmieniu piszczałek stworzonych z drewna i metalu. Ponadto przedstawił nam własnoręcznie wykonane, zdobione obudowy, które zdecydowanie potrafiły zachwycić. Wartymi zwrócenia uwagi były również ozdoby świąteczne, którymi przystrojone było Pfaffenhofen, a znaleźć pośród nich można było choćby Ciastka ze Shreka. Niektóre kamieniczki pokryte były ciekawymi graffiti, które wkomponowywały się doskonale w krajobraz tego małego, lecz zdecydowanie wartego odwiedzenia miasta, leżącego blisko francusko-niemieckiej granicy.
When it comes to Pfaffenhoffen, it is a small town, not even counting 3000 inhabitants, but you can not refuse its charm. P. precisely in such a way, imagined secluded, French town, and he's ecstatic. Multi-colored houses with stunning shutters, historic synagogue or the Popular Image Museum is just the tip of what we can see there. One of the most interesting moments was visit in the organ factory. Craftsman, who resembled Albert Einstein, showed differences in the wording of pipes constructed of wood and metal. In addition, he presented a decorated handmade casing which is definitely able to delight. Points of attention were also Christmas decorations, which Pfaffenhoffen was adorned , and we could found among them even Cookies from Shrek. Some of the houses were covered with interesting graffiti that was perfectly composed into the landscape of this small, but definitely worth a visit city, lying close to the French-German border.

 

Gdy pierwszego dnia W. wsiadła w autobus do Niederschopfheim, zastanawiała się, jak w ogóle ta miejscowość będzie wyglądać. Im dłużej trwała podróż autobusem, tym bardziej oddalała się od Strasburga i większych miejscowości. Po niecałej godzinie jazdy dotarła do całkiem urokliwej malutkiej miejscowości, a właściwie wioski, leżącej pod Hohberg. Od samego początku przyjęto ją tam bardzo ciepło. W domu parafialnym każdy dostał miskę ciepłej zupy na rozgrzewkę i zakwaterowanie. W. razem z dziewczynami z Gniezna trafiła do mieszkania w wiosce obok. Pan, u którego gościły codziennie odwoził je na poranne modlitwy i autobus. Był bardzo sympatycznym człowiekiem, a ponadto warto wspomnieć, że był weganinem. Przez kilka dni mieszkania u niego na stole nie pojawił się ani gram masła, jajek, czy mleka, o mięsie nie wspominając. Maleńki, ale bardzo urokliwy kościółek stanowił centrum owej miejscowości. To tam, co rano zbierały się na modlitwie, razem z pielgrzymami z innych krajów i tam znajdował się przystanek ich autobusu. Parafią opiekował się ksiądz, który miał bardzo osobliwych pupili. Są tacy, którzy na smyczach prowadzają psy, koty czy nawet króliki. On natomiast miał kozy, które w dodatku uwielbiały jeść... banany. Drugiego dnia pobytu w Niederschopfheim, gdy animatorka podzieliła już uczestników ESMu na grupki i powiedziała po polsku, że jedna z nich uda się do stajenki to W. wraz z Justyną zaintonowały kolędę "Pójdźmy wszyscy do stajenki", którą ochoczo podjęli Ukraińcy i Rosjanie. Więc wszyscy poszli do stajenki, by podziwiać niezwykłą ruchomą szopkę i śpiewać kolędy. Każdy w swoim języku. Następnego dnia udały się na wycieczkę po mieście. Obejrzały dom, na którego kominie po wielu latach przerwy kilka lat temu znów zadomowił się bocian, a także punkt widokowy, gdzie znajdował się przystanek Camino del Compostela, czyli europejskiego Szlaku Jakubowego. Znajduje się tam mała kamienna chatka z charakterystyczną muszlą. Gdy wejdzie się na będący na jej dachu taras widokowy można z góry podziwiać całe Niederschopfheim, które na pewno pozostanie w pamięci W.  
When during the first day, W. boarded a bus to Niederschopfheim, she wondered how  this place would look like. The longer the journey last, we were more moving away from Strasbourg and larger towns. After less than an hour's drive, we reached quite charming tiny village lying under Hohberg. Since its inception, there was very nic. In the parish house, everyone got a bowl of hot soup to warm up. W. together with the girls from Gniezno went to live in the village next door. Lord, in whom we visited, every day drove them to morning prayers and bus. He was a very nice man, and moreover, it is worth mentioning that he was a vegan. For a few days at his flat on the table did not show up any grams of butter, eggs, or milk. Meat does not even be mentioned. A tiny but very charming church was the center of this village. There, every morning, we gathered to pray together with pilgrims from other countries, and there was a bus stop. Parish took care of a priest who had a very peculiar pets. There are people who carry out on leashes, dogs, cats and even rabbits. On the other hand he did it with goats, which in addition loved to eat... bananas. On the second day in Niederschopfheim, when the animator already divided the participants into groups and said in Polish, that one of them would go to the manger, W. with Justyna intoned carol "Let us all go to the stable". immediately helped them Ukrainians and Russians. So we all went to the stable to admire a moving crib and sing Christmas carols. Each in his own language. The next day we went on a tour of the city. We saw the house, the chimney, where after many years of absence, established himself stork, as well as a vantage point where there was a stop of Camino del Compostela. There is a small stone hut with a distinctive shell. When you come to being on the roof of the observation deck you can enjoy all the top Niederschopfheim that would remain in the memory of W.
 

Nieodłącznym elementem Europejskiego Spotkania Taize jest Święto Narodów. Dla P. było to już drugie Święto Narodów, natomiast dla W. pierwsze, ponieważ rok temu Sylwestra w Rzymie spędziliśmy pod Koloseum, czego w sumie później trochę żałowaliśmy. Czym w ogóle jest Święto Narodów? Jest to trochę odmienny sposób spędzania Sylwestra od popularnego świętowania, zaproponowany przez wspólnotę Taize. Przede wszystkim - przynajmniej w założeniu - bezalkoholowy, co sprawia, że P. mimo 20 lat na karku jeszcze nigdy w przeddzień Nowego Roku nie miał w ustach alkoholu. Wszystko zaczyna się od modlitwy za pokój na świecie połączonej z tradycyjnym czuwaniem. Bywa, że kończy się ono kilka minut po północy, dlatego może się zdarzyć, że ominie nas tradycyjne odliczanie, jak stało się w przypadku W. Gdy modlitwa się już skończy wszystko wraca mniej więcej do normy - ludzie składają sobie życzenia, obserwują sztuczne ognie i zaczyna się zabawa. Głównym celem Święta Narodów jest to, by wszyscy lepiej poznali innych uczestników i kraje z których oni pochodzą. Reprezentacja każdej narodowości przygotowuje jakieś zabawy czy piosenki i starają się w nie wciągnąć wszystkich. W przypadku Polski oczywiście nie mogło zabraknąć tradycyjnego Poloneza, ale tylko u P., gdyż u W. stwierdzono, że lepsza będzie... piosenka o ośle. Wymieniając ciekawsze propozycje innych narodowości warto zauważyć to, co przygotowały Szwajcarki w Pfaffenhofen, czyli Cup Song. Polegało to na wykonywaniu odpowiedniej sekwencji ruchów plastikowym kubeczkiem przez kilkadziesiąt osób, co skutkowało uzyskaniem ciekawego rytmu. Jednak P. wraz z Patrykiem mieli kryzys swoich zdolności manualnych, co skutkowało tym, że wciąż byli obserwowani jako Ci, co spowalniają resztę grupy... Miłe próby koleżanek z Szwajcarii nie pomogły i jedynym sposobem był odwrót. Jeśli dziewczyny to czytacie to jeszcze raz należą się Wam przeprosiny za tę nieudolność ;) W. najbardziej spodobał się poczęstunek przygotowany przez rodziny był naprawdę przepyszny. Poza kilkoma rodzajami ciastek i ciasteczek, znalazło się tam również kilka gatunków wyśmienitego sera charakterystycznego dla tego regionu, a także sałatek, nie tylko owocowych. W. szczególnie zachwycił wypiekane samodzielnie ziołowe paluszki z ciasta francuskiego które doskonale smakowały z mozzarellą.  
An integral part of Taize European Meeting is the Festival of Nations. For P. it was already the second one, while for W. the first, because a year ago we spent New Year's Eve in Rome, nearby the Colosseum, what we later regretted. What in general is the Feast of Nations? It's a little different way to spend New Year's Eve from the popular celebration, proposed by the Taize community. First of all - at least in the assumption - non-alcoholic, which makes it that P., spite of it that he is 20 years old, has never on the eve of the New Year had alcohol in his mouth. All begins with a prayer for peace in the world. Sometimes, it ends up a few minutes after midnight, so it may happen that we miss the traditional countdown, as happened in the case of W. When the prayer was already over, everything returns - more or less - to normal, people submit wishes, watching fireworks and the party begins. The main objective of the Nations Christmas is for everyone to get to know each other participants and the countries from which they originate. Representation of any nationality are preparing some games or songs and try to pull all people into them. In the case of Polish, of course, could not miss the traditional Polonaise, but only in Pfaffenhoffen, 'cause in Niederscopfheim, someone stated that it would be better to sing a song about... a donkey. Replacing the more interesting proposals of other nationalities, it is noteworthy, what prepared the Swiss girl in Pfaffenhoffen. It was a Cup Song. This was done by carrying out the appropriate sequence of movements by a plastic mug of dozens of people, resulting in a fun rhythm. However, P., along with Patrick had a crisis of their manual skills, which resulted in the fact that they were still being watched as theste people, which slow down the rest of the group ... Nice attempts of help of colleagues from Switzerland did not help and the only way was to leave the circle. If you are reading it, we again belong to you an apology for this incompetence ;) W. most liked repast, which was really delicious. Except for a few types of cakes and cookies, there were also several species of delicious cheese typical of this region, as well as salads, not just fruit. W. particularly impressed baked herbal sticks with puff pastry that tasted great with mozzarella.
 

Ostatniego dnia wizyty w miejscowościach, które na ten krótki czas wyjazdu stały się naszym domem, mieliśmy obiad u tych, którzy stali się na ten czas naszą rodziną. W przypadku P. obiad okazał się iście królewski za przyczyną... Paszteciku Królewskiego, który okazał się prawdziwym rarytasem. W., której apetyt nie zna granic musiało wystarczyć naprawdę pyszne, choć mało sycące danie z ryżu oraz smażonych warzyw polanych sosem ziołowym na bazie oliwy. Po spożyciu posiłku i rozmowach przyszedł czas na wynagrodzenie gospodarzom czasu, który nam poświęcili i ofiarowanie im prezentów, które przywieźliśmy ze sobą z Polski, a które przede wszystkim reprezentowały rejony, z których pochodzimy. Później przyszedł czas na pamiątkowe zdjęcia, wymianę kontaktów i pożegnanie. Jak widać, nie trzeba podróżować tylko do wielkich miast, aby przeżyć bardzo miłe chwile. Czasem warto zwiedzić coś mniej znanego, aby dostrzegać piękno także i takich miejsc. Do przeczytania!  
On the last day of our visit in the towns, which for this brief time-out has become our home, we had dinner with those who have become for the time our family. In the case of P. dinner turned out to be a truly royal, because of... patty royal, which turned out to be a real rarity. W., whose appetite knows no boundaries, ate really delicious, although a little filling dish with rice and fried vegetables topped with herb sauce based on olive oil. After a meal and conversation, it came time to requite time that we spent and offer some gifts that we brought with us from Polish, which primarily represented the regions from which we came. Then came the time for souvenir photos, sharing contacts and saying goodbye. As you can see, you not only have to travel to the big cities to experience a very nice time. Sometimes you need to discover something less known, to see the beauty. Read us later!
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz