niedziela, 21 września 2014

Pocztówka z... Amsterdamu

Na początku września tego roku, wybraliśmy się na naszą pierwszą dużą samodzielną wyprawę, która przybliży nas o krok, a nawet o trzy, do spełnienia naszego marzenia. Rankiem, 3 września wprost z Sierosławia z Adą i Klementyną na pokładzie, ruszyliśmy na naszą objazdówkę po Beneluksie. A pierwszym odwiedzonym przez nas miastem była stolica Holandii - Amsterdam. Gdy przebyliśmy już prawie 900 kilometrów, przyszedł czas na zameldowanie się na naszym campingu, gdzie na nasze noclegowe miejsce zaprowadziła nas bardzo miła pani na swoim rowerze, co było dla nas pierwszym momentem, gdy zobaczyliśmy, jak ten środek transportu jest popularny w Holandii. Niestety, nie do końca zrozumieliśmy, co miała na myśli, mówiąc, że 5 minut prysznica kosztuje 80 centów. Jeszcze tego samego wieczora wrzucaliśmy do automatów prysznicowych wszystkie rodzaje monet, jakie znaleźliśmy w naszych portfelach. Nie tylko centy, ale też złotówki i monety do wózków. Na próżno. Musieliśmy iść spać, myjąc tylko te części ciała, które dało radę umyć w zlewie w zimnej wodzie. Dopiero rano okazało się, że automaty prysznicowe działają na specjalne żetony, które kupowało się w recepcji...
In early September of this year we went on our first big independent expedition, which will bring us a step, or even three, to fulfill our dreams. On the morning of September 3 straight from Sierosław, with Ada and Klementyna on board, we set off on our journey through the Benelux. A first visited city was the capital of the Netherlands - Amsterdam. When we burst almost 900km, it came time to check in on our campground, where to our accommodation place took us a very nice lady riding on her bike, which was the first moment, when we saw, how this mode of transport is popular in the Netherlands. Unfortunately, we didn't understand, what she meant by saying that 5 minutes of shower costs 80 cents. Later that same evening we were puting for automatic shower all kinds of coins that we have found in our wallets. Not only cents, but also buck and coins for cars. We went it on a fool's errand. We had to go to sleep, washing only those parts of the body, which were able to wash in the sink with cold water. It the morning, it turned out that the shower machines operate on special chips , which we had to buy at the reception.



Wieczorem, dnia naszego przyjazdu, po rozłożeniu namiotu, udaliśmy się na przechadzkę by poznać Amsterdam nocą. Swój "spacer" rozpoczęliśmy jednak jazdą metrem do centrum, gdyż nasze miejsce noclegowe było znacznie od niego oddalone. Warto wspomnieć, że stołeczne metra są bardzo ładnie ozdobione, oryginalne i... często nie jeżdżą pod ziemią. Pierwszym przystankiem na naszej amsterdamskiej trasie był dworzec kolejowy. Wydawałoby się, że to kompletnie nic ciekawego, ale ten robi naprawdę wrażenie. Swoim wyglądem przypomina bardziej zamek niż np. chlebak, jak pewien dworzec w Poznaniu... Mówi się, że w Amsterdamie dworzec wygląda jak pałac, a pałac jak dworzec. Co do tego pierwszego musimy się w stu procentach zgodzić. Jest to największa stacja kolejowa w Holandii. Została zaprojektowana przez Pierre'a Cuypers i A. L. van Gendta, a otwarto ją w 1889 roku. Poza oczywistymi wyjściami na peron i kasami biletowymi mieści się tam też mała galeria handlowa, w której mieści się sklepik pewnej sieci z fast foodami, która nas bardzo zaintrygowała. Oprócz normalnej kasy, gdzie można kupić hamburgery i frytki do tego, znajdują się też małe okienka, a obok nich tabliczki z cenami i szczeliny do wrzucania monet. Wrzucasz odliczoną kwotę, otwierasz drzwiczki i ciepła bułka z mięsem znajduje się w Twoich rękach, a braki na bieżąco uzupełniane są przez kucharzy. Bardzo dobry pomysł dla ludzi, którzy spieszą się, a chcą przekąsić coś ciepłego. Czyli między innymi dla nas tamtego wieczoru ;)
On the evening of our arrival, after puting up the tent, we went for a walk to explore Amsterdam by night. This "walk" began, however, by ride by subway to the city center, 'cause our place to stay was far away from it. It is worth mentioning that the subway is very nicely decorated, original and... often do not run under the ground. The first stop on our tour was the Amsterdam train station. It would seem that it is completely dull, but this really impressed us. Its appearance is more like a castle than, for example a station in Poznan, which looks like a haversack... It is said that the Amsterdam train station looks like a palace, and the palace looks like the station. As for that first we have to agree. It is the largest railway station in the Netherlands. It was designed by Pierre Cuypers and A.L. van Gendt, and opened in 1889. Besides the obvious outputs of the platform and ticketing vault, it also houses a small shopping center, where we can find the shop with fast food that makes us very intrigued. In addition to the normal cash desk, where you can buy burgers and fries, there are also small windows, and next to them a place to puting coins. You put the exact amount, you open the door and warm piece of meat is in your hands, and lacks are complement by the cooks. Very good idea for people who hurry and want to eat something warm. Like for examply we were this night ;)


Kolejnym odwiedzonym miejscem, jeszcze tego samego wieczora w Amsterdamie, była Dzielnica Czerwonych Latarni. Mimo że znajduje się tam Oude Kerk, czyli najstarszy kościół w całym mieście to znana jest ona przede wszystkim z wystawiających się w oknach pań do towarzystwa. Dla nas ważniejszym punktem miała być świątynia, jednak nie zakładaliśmy, że znajdziemy się tam w godzinach wieczornych, co uniemożliwiło nam wejście do jej środka. Mieliśmy wrócić tam następnego dnia rano, ale koniec końców i tak nie udało nam się zobaczyć jej od środka, bo była zamknięta. Jak duża część kościołów w Holandii, które staraliśmy się odwiedzić. Albo były zamknięte, albo wstęp do nich kosztował od kilku do kilkunastu euro. Wróćmy jednak do naszej dzielnicy i jej nocnej odsłony. Nie mamy stamtąd za dużo zdjęć, w tym żadnej z pań wystawowych, bo fotografowanie ich jest zabronione i grozi tym, że ich "pracodawcy" nauczą nasz aparat pływać w kanale. A trochę głupio byłoby pozbyć się go pierwszego dnia... Musicie więc wierzyć nam na słowo, że szczerze mówiąc to... nie ma czego oglądać. Prezentowane panie musiały mieć naprawdę bogate "wnętrze" lub inne walory, bo przynajmniej urodą to one nie grzeszyły. Warto wspomnieć, czym się różni de Wallen dniem, od de Wallen nocą? Przede wszystkim ilością zasłoniętych zasłon. No i powodem, dla którego okna są już zakryte. Wieczorem znaczy to, że w tej chwili tam nie wolno przeszkadzać, a rankiem po prostu już odpoczywa po ciężkiej, nocnej pracy. Oczywiście szeroki wybór pań z wielu krajów nie jest jedynym, co „oferuje” nam ta dzielnica. Jest wiele innych miejsc powiązanych z branżą, takich jak sex shopy, muzea seksu czy prostytucji, a także kluby tańca, wabiące klientów rażącymi neonami i biuściastymi hostessami. Sąsiednia uliczka słynie z wielkiej ilości coffee shopów. Tam również się przeszliśmy, ale na nas nie wywarło to wrażenia. Dla nas jednak jedynym naturalnym skojarzeniem z coffee pozostaje wciąż kawa :)

The next place, which we visited by our first night in Amsterdam, was the Red Light District. Although there is a Oude Kerk, which is the oldest church in the entire city, it is known mainly from vice girls exhibiting in the windows. For us the important point was to be into a temple, but it didn't assume that we will be there in the evening, which prevented us from entering its center. We had to go back the next morning, but in the end, and so we could not see it from the inside because it was closed. As a large part of the churches in the Netherlands, to which we tried to enter. Either closed or access to them cost from a few to several euros. But now, we are back to our district and its night views. We don't have too many photos, including any of vice girls, because taking them is forbidden and threatened that their "employers" will teach our camera swim in the canal.It would be a little foolish to get rid of it on the first day... So you have to take our word for it that... to be honest it is nothing to see. Presented ladies have to be really rich "inside" or have other qualities, because they're rather plain Jane's. What is the difference between de Wallen during day and de Wallen by night? First of all, the amount of veiled curtains. And well, the reason why the windows are already covered. In the evening, it means that at this moment you can't disturb, and in the morning ladies just have a rest after a heavy night work. Of course, a wide range of women from many countries is not only what "offers" us this district. There are many other places associated with the industry, such as sex shops, museums of sex or prostitution, as well as dance clubs, attracting customers by glaring neon and busty hostesses. The adjacent street is famous for its large number of coffee shops. We also walked there, but we aren't impressed by this experience. For us, the only natural association of coffee is still coffee ;)



Skoro Dzielnica Czerwonych Latarni, to i Muzeum Seksu nie mogło zabraknąć na naszej liście miejsc do zobaczenia. Spędzona tam godzina była całkiem zabawna i nawet można powiedzieć, że... pouczająca, co nie znaczy, ze uważamy że trzeba by ją powtarzać. To, które postanowiliśmy odwiedzić, jest najstarszym na świecie muzeum o takiej tematyce. Oprócz ogromnej ilości penisów, piersi, tyłków i innych takich, można było odnaleźć ciekawe znaleziska. Od pierwszych erotycznych zdjęć z końcówki XIX wieku, przez znaleziska seksualne różnych kultur u początków ich istnienia, aż po ciekawe pierścionki, których historia zaskakuje. Dziś seks bez zobowiązań jest powszechny i opiera się na umowie słownej. Dawniej mężczyzna proponujący kobiecie taki układ, musiał jej ofiarować pierścionek, taki jak na jednym z załączonych zdjęć. W świecie, w którym ludzie potrafią się sobie oświadczać przez facebooka warto zobaczyć, że kiedyś nawet i przy takich relacjach trzeba było się postarać... Można było też zobaczyć, jak na przestrzeni dziesięcioleci zmieniały się filmy pornograficzne, lub jak dzielnica czerwonych latarni wygląda "od kuchni" i jak dawniej wyglądały stroje pań do towarzystwa, które obecnie widzi się w baaardzo skąpej bieliźnie. W Muzeum Seksu wszystkie sale mają swoje nazwy. Jedna z nich wzięła się od Wenus, inna od markiza de Sade. Przed tą drugą znajduje się ostrzeżenie, że jest dla ludzi o naprawdę mocnych nerwach, które przeoczyliśmy. Od niektórych zdjęć może się tam zrobić naprawdę niedobrze... 

Since we entered the Red Light District, so the Museum of Sex couldn't be miss on our list of places to see. Time spent there was quite fun and you can even say that... instructive that does not mean that we think, we would have to repeat it. It's the oldest museum of this kind in the world. In addition to the huge amount of penises, boobs, butts, and others, you could find interesting findings. From the first erotic images from the end of the 19th century, by the sexual findings of different cultures from the beginning of their existence, to the interesting rings, whose history is surprising. Today, sex without commitment is widespread and is based on a verbal agreement. Formerly, a man proposing to a woman such a system, he had to give her a ring, such as on one of the attached photos. In a world where people are able to get engaged through facebook, it's nice to see that some decades ago, you had to do something more to be in even this kind of relationship... You could also see, how over the decades changed pornographic movies, or how did look lie Red Light District "from the kitchen" and the costumes, in which where dressed vice girls. Currently, we can see them in veeeeeeeeery skimpy underwear. In he Museum of Sex all rooms have their own names. They are named, inter alia, from Venus or the Marquis de Sade. Before the second one is a warning that it is for people with really strong nerves, which we missed. And trule, some images are able to make you sick.



Jednym z głównych punktów naszej amsterdamskiej wyprawy było Muzeum Narodowe, czyli Rijksmuseum. Odkąd zaplanowaliśmy wyjazd, wiedzieliśmy, że tam się wybierzemy choćby tylko po to, aby podziwiać z zewnątrz jego fasadę. Jednak poszczęściło nam się nawet wejść do niego do środka. Głównie dlatego, że młodzież do 19 roku życia ma wstęp za darmo, a bilety dla dorosłych mają już bardzo bolesną dla naszego studenckiego budżetu cenę - 15€. Jednak W. brakowało wtedy równego miesiąca do 19 urodzin, dlatego realnie za wstęp zapłaciliśmy po 7,50€. I były to naprawdę dobrze wydane pieniądze. Budynek, w którym obecnie znajduje się Rijksmuseum pochodzi z XIX wieku i zachwyca już z zewnątrz. Fasada łączy w sobie elementy stylu gotyckiego i renesansowego. Ale wiadomo, że nie ocenia się książki po okładce, a muzeum po... fasadzie. Jednak w tym wypadku wszystko ze sobą współgrało i środek jak najbardziej dostosował się poziomem do pięknego zewnętrza, a muzealne zbiory robiły na odwiedzającym naprawdę spore wrażenie. Poczynając od zbrój czy broni z czasów napoleońskich, przez obrazy Moneta i van Eycka po „Straż Nocną” Rembrandta i sławetny autoportret van Gogha. Tyle historii w jednym miejscu. W., która wcześniej była w Muzeum Czartoryskich w Krakowie przeżyła mały szok kulturowy. Każdy, kto tam był, lub widział polską komedie Vinci, wie jak wyeksponowana jest "Dama z Łasiczką" Leonarda da Vinci. Czegoś takiego próżno szukać w Rijksmuseum. Wszystkie obrazy, które widywaliśmy wcześniej w podręcznikach od plastyki czy polskiego są natkane jeden obok drugiego w kilkudziesięciu-centymetrowych odstępach. Tak właśnie było między innymi z obrazami van Gogha.
One of the main points of our trip was Amsterdam National Museum - the Rijksmuseum. Since we  had planned trip, we knew that there we would be there, even only to admire it from outside its facade. But luckily, we even enter him inside. We went there mainly because young people up to 19 years of age have free entry, and adult tickets are already very painful for our student budget price - ost 15 €. But W. was missing then equal one moth to her 19 birthday, so our admission fee was €7.50 per person and theste money were really well spent ;) Building of Rijksmuseum is from the 19th century and impresses already outside. Facade combines Gothic and Renaissance style. But we know that we can't tell a book by its cover and the museum by... its facade. However, in this case, all chimed together and and outlook adapted to the beautiful exterior. A museum collections were doing on the visitors really big impression. Starting from armor and weapons from the Napoleonic era, the paintings of Monet and Van Eyck, to the Night Watch by Rembrandt and notorious van Gogh's self-portrait. So much history in one place. W., which was previously in the Czartoryski Museum in Krakow, experienced little culture shock. Anyone who was there or saw Polish comedy Vinci, knows how exposed is the "Lady with an Ermine" by Leonardo da Vinci. Such a thing will not find in the Rijksmuseum. All the images that we saw earlier in the books of art and parsley are next to another in several-centimeter intervals. So it was, inter alia, with works by van Gogh.


Tym, z czego Amsterdam słynie, są kanały, które zachwycają odwiedzających. Centrum miasta jest spowite w ich sieci, dlatego wielu ludzi porusza się po nim za pomocą łódek, jednak najbardziej popularnym środkiem transportu są rowery. Amsterdam najbardziej podobał nam się z perspektywy spacerów nad kanałami, skąd można było podziwiać urzekające mosty, w tym ten najbardziej znany - Magere Burg - oraz pochylone kamieniczki. Jeśli byliście w Amsterdamie, krzywa wieża w Toruniu nie zrobi na Was już żadnego wrażenia. Tam całe ulice są krzywe. Jak to powiedziała Klemcia na widok grupy poprzechylanych domków: „One się jeszcze nie przewróciły, bo nie zdecydowały, w którą stronę mają to zrobić”:. Podczas naszej wizyty przeszliśmy się wzdłuż jednego z najdłuższych amsterdamskich kanałów, czyli Prisengracht. Nasza wycieczka miała na celu odnalezienie Muzeum Sera, które według danych map google miało znajdować się na jej końcu. Także wysiedliśmy kilkaset numerów wcześniej na przystanku tramwajowym i szliśmy, i szliśmy, i szliśmy. A, gdy minęliśmy już upragniony adres, okazało się, że... google czasem kłamie. Muzeum Sera znajdowało się niedaleko przystanku, na którym wysiedliśmy... Po tym wydarzeniu możemy sparafrazować nasze hasło: Pocztówka z... Idziemy razem przez świat. Nawet nie tam, gdzie trzeba.
This, of which Amsterdam is famous for, is the network of channels that impress visitors. The city center is shrouded in their network, so many people are moving through it by boat, but the most popular means of transportation are bicycles. Amsterdam is most loved by walking from the perspective of the channels, where you can admire the enchanting bridges, including the most famous - Magere Brug - and tilted houses. If you were in Amsterdam, the leaning tower in Toruń would cease to do impression on you! Well, there whole streets are crooked. As Klemcia said, at the sight of a group of crooked houses, they aren't yet overturned, because they didn't decide in which way to do it. During our visit, we went along one of the longest canals - Prisengracht. Our trip was made to find the Museum of Cheese, which according to google maps would be at its end. Also, we got a few hundred numbers after starting at the tram stop and walked, and walked, and walked. And when we passed the coveted number and we already found out that... google sometimes lies. Museum of Cheese was located near the tram stop, where we got off ... After that, we can paraphrase our motto: Pocztówka z... We're going together through the world. Even not where, where we need to.


Pałac królewski w Amsterdamie, niegdyś pełniący funkcję Ratusza, uznawany jest za najważniejszy zabytek holenderskiego Złotego Wieku. Mimo że na odwiedzających stolicę Holandii większe wrażenie, jak wspominaliśmy, robi prawdopodobnie dworzec, jednak i to miejsce wypada i warto odwiedzić. Ten niezwykły budynek podziwialiśmy jednak tylko z zewnątrz, podobnie jak przylegający do niego kościół, który obecnie pełni funkcję muzeum. Cóż... Czasy są takie, że za wejście do wszystkiego trzeba płacić, a fundusze mamy jednak ograniczone, więc trzeba wybierać, gdzie wejdzie się do środka. Pałac znajduje się w centrum miasta na niewielkim ryneczku, gdzie jak w każdej większej miejscowości liczba gołębi musi się zgadzać. Oprócz latających i żebrzących chlebka ptaków, można znaleźć w pobliżu także muzeum Van Gogha czy Madame Tussaud, czyli kolejne punkty naszej wyprawy, które trzeba wpisać na listę "być może, gdy tu jeszcze wrócimy".
The Royal Palace in Amsterdam, once acting as the Town Hall, is considered the most important monument of the Dutch Golden Age. Although for visitors to the capital of the Netherlands better impression, as we mentioned, does probably the rail station, however, this place is worth a visit. This remarkable building we admired only from the outside, like the adjacent church, which now serves as a museum. Well... We live in the times, where to enter to everything you have to pay, and our funds, 'cause we are still learning, are limited, so we need to choose, where we are going into. The palace is located in the center of a small town square, where is, as in every big town, the great amount of pigeons. In addition to flying and begging birds, we can found near the Van Gogh Museum or Madame Tussaud, which with more points of our trip that we need to write on the list of "maybe, when we go back here again..."


Holandia to kraj tulipanów, ale... oczywiście nie we wrześniu. Jednak na miejscowym targu kwiatowym można znaleźć przynajmniej ich cebulki, które dają nam przedsmak tego, co można zobaczyć w sezonie. Każdy może sobie kupić cebulkę tulipana we wszystkich kolorach tęczy czy farb w Castoramie. Oczywiście nie są one jedynymi kwiatami, które można tam kupić. Jest ich o wiele, wiele więcej. Dlatego też, gdy W. przechadzała się liczyła na to, że P. kupi jej jakiegoś kwiatka. Jednak oboje stwierdzili, że biorąc pod uwagę to, że jeszcze tydzień podróży przed nimi to nie dożyłby pewnie nawet powrotu, dlatego P. obiecał, że zrobi to w jednym z kolejnych miast. I wiecie co? Zapomniał. I przyznaje się do błędu i bije po piersi, obiecując poprawę. 
The Netherlands are a country of tulips, but... obviously not in September. However, at the local flower market, you can find at least their bulbs, which give us a foretaste of what you can see in the season. Everyone can afford to buy a tulip bulb, in all colors of the rainbow or paint in IKEA. Of course, they are not the only flowers that you can buy there. There are many, many more. Therefore, when W. had strolled, she counted on it that P. wuld buy her a flower. However, both said that taking it, when we had still a one week of trip isn't a good idea, because it wouldn't even return probably alive. So P. promised to do it in one of the following cities. And you know what? He forgot. And he admit to his mistake and beats his breast, promising improvement.


Wizyta w Amsterdamie cieszyła nie tylko nasze oczy, ale również kubeczki smakowe. Smakowanie tego miasta zaczęliśmy od piwa, czyli popularnego w kraju Amstela. Szczerze mówiąc - nic specjalnego. Zdecydowanie bardziej rozsmakowaliśmy się w serach. Jadąc przez Holandię, na łąkach można zobaczyć wiele pasących się krów i kóz, które dają mleko. A z mleka jak wiadomo robi się przepyszny ser. Zasmakować wielu rodzajów mogliśmy w Muzeum Sera, które było zwykłym sklepem z kilkoma historyjkami i najdroższą na świecie krajarką. Ale rozmaitość smaków, których mieliśmy okazję spróbować... Bajka. Najbardziej do gustu przypadł nam klasyczny, kremowy Old Amsterdam, a także ser lawendowy o wyjątkowym aromacie, smaku i... niebieskim kolorze. Sery pesto, pomidorowe, kminkowe czy dojrzewające kozie, które jak dla nas smakują trochę kurzem. Znalazło się również kilka owczych. I wszystkie wystawione do skosztowania i do kupienia. Jednak płacenie za niektóre z nich nie należy do przyjemności. Samymi serami człowiek się nie naje, więc wypadało się wybrać też na obiad i spróbować czegoś miejscowego. Ciężko jednak było znaleźć coś ciepłego, bo gdzie tylko przechodziliśmy tam wszędzie tylko kanapki i kanapki... Jak się potem okazało po prostu właśnie je się je na obiady w Holandii, ale my skusiliśmy się na holenderskie (jak nam dumnie obwieściło menu) naleśniki, gdzie W. wybrała z serem (bo jakże by inaczej) i bekonem, natomiast P. z bekonem i jabłkiem. Do tego polewane sosem na miodzie. Wyglądało to na bardzo ciekawe, lecz trochę niepokojące połączenie smaków. Obawy okazały się jednak bezsensowne, a naleśniki były naprawdę pyszne. Jeśli chodzi o deser to polecamy pysznego croissanta z serem i truskawkami na wierzchu. W Amsterdamie można także odnaleźć sklep nutelli, gdzie przyrządzają pyszne dania, a na sam jego widok Ada i Klemcia zachwyciły się niezmiernie. Może niezbyt to tradycyjne, ale naprawdę smaczne. Trzymając się potraw miejscowych, można spróbować specyficznej odmiany "hot-doga". Ze śledziem, zamiast parówki. My nie byliśmy na tyle odważni, ale podobno nie jest zły. Jeśli chodzi o alkohol to warto spróbować tradycyjnej, holenderskiej odmiany ginu, czyli jeneveru. Skusiliśmy się na ten w odmianie oude. Pije się go samego lub z tonikiem, a według W. najlepiej wcale, bo nie smakuje jej w żadnej postaci.
A visit to Amsterdam enjoyed not only our eyes, but also the taste buds. We started by tasting beer, which was popular in the country Amstel. To be honest - nothing special. Much more we enjoyed with cheese. Going by the Netherlands, on the meadows we can see a lot of grazing cows and goats, which produce milk. From milk, as we know, we get delicious cheese. We could taste many kinds of it in Museum of Cheese, which was an ordinary shop with a few stories and the most expensive in the world cutter. But the variety of flavors, which we had the opportunity to try... It was fabulous. The most  suited us classic, creamy Old Amsterdam and lavender, with a unique taste and blue color. Pesto, tomato, cumine cheese or ripened goat, which for us taste a little like dust. There were also a few from sheep milk. And all exposed to taste and  buy. However, price of some of them is not a pleasure. We couldn't eat only cheese, so we were looking for some lunch. But it was hard to find something warm. Anywhere we passed, we saw only sandwiches and sandwiches... As it turned out, it was just popular lunch in Holland, but we gave a go to the Dutch (what was proudly heralded in the menu) pancakes. W. selected with cheese (how could it be otherwise,,,) and bacon, while P. with bacon and apple. For this glazed with honey sauce, it seemed to be very interesting, but a little unsettling combination of flavors. The fears proved to be meaningless, and the pancakes were really delicious. When it comes to dessert, we recommend a delicious croissant with cheese, and strawberries on top. In Amsterdam, you can also find a Nutella's shop, where are prepare delicious things, and at the sight of it, Ada and Klemcia were extremely impressed. Maybe it wasn't traditional, but really delicious. Sticking to local dishes, you can try a variety of specific "hot-dog". With herring, instead of sausage. We were not brave enough to try it, but apparently it is not bad. When it comes to alcohol, it is worth to try the traditional Dutch gin variety - Genever. We tried the Oude one. It is drunk clean or with tonic, and in opinion of W., the best is not at all, because it didn't taste her in any form.


Amsterdam tworzy ciekawą mieszankę tradycji z nowoczesnością. Miejsca rozrywki z miejscem historii. Z jednej strony urzeka kanałami, z drugiej szokuje Dzielnicą Czerwonych Latarni i wszechobecnymi coffee shopami. Zachwyca zabudową. Pozostawia w człowieku swój własny, specyficzny smak, którego głównym składnikiem jest ser. A to wszystko dopiero początek naszej wyprawy po Beneluksie. Kolejny przystanek - Rotterdam. Do przeczytania! 
Amsterdam creates interesting mix of tradition and modernity. Entertainment with history. On the one hand enchants channels, on the other shocking Red Light District and the ubiquitous coffee shops. City with admirable buildings. It leaves in a man its own specific taste, whose main ingredient is cheese. And all this is only the beginning of our journey through the Benelux. Next stop - Rotterdam. Read us later!

Z pozdrowieniami z Amsterdamu - W. i P. :)
Greetings from Poland - W. and P. :)

2 komentarze: